POWRÓT Z CARSKIEGO SIOŁA – Władysław Terlecki
10 lutego 2013
„Powrót z Cesarskiego Sioła” Władysław Terlecki zapowiadał ostatnią powieść cyklu: Będzie to książka zawierająca sumę mych przemyśleń, refleksji z tamtej epoki.
Z naszego punktu widzenia okaże się jednak innym, bardziej wyraźnym przekazem zdobytej już prawdy.
Powieść stanowi panoramę. Zamiast zajmować się jednym, znamiennym faktem i jedną postacią, zbudował ją autor z dziewięciu epizodów, z których każdy opiera się na konkretnym wydarzeniu z lat 1862-1863 i posiada odmienną „centralną świadomość”. Bohaterami są z reguły rzeczywiste i znane postacie (z jednym charakterystycznym wyjątkiem) takie jak: generał Luders (pełniący obowiązki Namiestnika do połowy 1862 r.), margrabia Wielopolski, Andrzej Zamojski, Józef Ignacy Kraszewski (jako redaktor „Gazety Polskiej”), arcybiskup Feliński, Helena Kirkorowa, Romuald Traugutt. Z postaci drugorzędnych: Kronenberg, Awejde… itd., także liczne postaci fikcyjne występujące sporadycznie oraz jedna ważna – generał J. – ten wyjątek właśnie.
Treść epizodów:
1. „Zamach” – przedstawia okoliczności zamachu Potiebni na Ludersa w odwecie za rozstrzelanie trzech konspiratorów, dokonanego 27 czerwca 1862. Wydarzenie rzeczywiste. W utworze poprzedza je rozmowa namiestnika z niejakim Antonellim, który przestrzega generała przed zamachem zamiast skierować raport do III Oddziału. Daje to Ludersowi asumpt do rozmyślań, czy przypadkiem tajna policja nie jest w zamach wmieszana.
2. „Powrót z Carskiego Sioła”. Wielopolski, po przejściowej niełasce, gotuje się do powrotu jako Naczelnik Rządu Cywilnego. Rozmowa z carem, „przypadkowe” spotkanie z policjantem Z. i Katkowem. Margrabia rozmyśla, jak pozbyć się z Warszawy Zamojskiego oraz o tych siłach w cesarstwie, którym zależy na sprowokowaniu wybuchu, korzystnego dla policji i urzędów.
3. „Pożegnanie” – przymusowy wyjazd A. Zamojskiego do Petersburga w celu wytłumaczenia się ze sprawy tzw. adresu, (do cara) wręczonego mu przez przedstawiciela Towarzystwa Rolniczego, w którym wymieniono jako warunki uspokojenia kraju – „wolny rząd” i przyłączenie „ziem zabranych” (15 IX 1862). Także Zamojski myśli w kategoriach: „komu zaognienie sytuacji związane z jego wyjazdem może posłużyć”.
4. „Kapitulacja”. Kraszewski wysłuchuje nowin o tymże wydarzeniu i o petersburskich przygodach margrabiego Wielopolskiego opowiadanych przez J. Potem w jego pamięci aktualizuje się obraz z końca powstania listopadowego: kapitulacji Warszawy, opisanej z perspektywy gen. Berga, prowadzącego rokowania. Wydarzenie wyjałowiono z rzeczywistych szczegółów; pozostała atmosfera, sam „duch” upokorzenia Rządu, zmuszonego na życzenie wroga skierować do rozmów Krukowieckiego, świeżo pozbawionego funkcji za zdradę.
5. „Przerwa w podróży”. Bliżej nie sprecyzowana podróż Wielopolskiego z Petersburga do Warszawy (październik 1862). Otrzymał wiadomość o ustalonym terminie wybuchu powstania. Zastanawia się nad przeciwdziałaniem, oczywiście umyśla brankę. Z ciekawszych momentów: na początku epizodu śni mu się „wróżebnie” Drezno, wspomina przebieg zamachu na siebie z 15 sierpnia.
6. „Spowiedź”. Do arcybiskupa Felińskiego przybywa z wizytą Kraszewski. Rozmawiają o historii. Potem – audiencja młodego mnicha, ulegającego „niedozwolonej propagandzie”. Następnie arcybiskup przypomina sobie opowieść mnicha. Był on spowiednikiem sztyletników skazanych na śmierć za udział w zamachu na Wielopolskiego.
7. „Spotkanie” – epizod z prywatnego życia generała J.
8. „Na Smolnej”. Rozmowa Kirkorowej z nie notowaną w historii przyjaciółką Katarzyną, z której wynika moralna prawość późniejszej opiekunki Traugutta. Relacja z przygotowań do przyjazdu „Michała Czarneckiego”.
9. „Liść”. Obraz wydarzeń, jakie miały miejsce podczas odjazdu Traugutta z Miłkowszczyzny. Odwoziła go Orzeszkowa. Rozmawiają o powinnościach moralnych. Pisarka przygotowuje się do opuszczenia męża dla „dania świadectwa prawdzie”. Traugutt, wiedząc, że objęcie dyktatury i dalsza walka ma sens już tylko w historycznej perspektywie, chce „dać świadectwo czynu”.
Przegląd nasuwa parę wniosków: przede wszystkim powieść rozpada się na dwie części, wyznaczone pozycją ideową bohaterów. W pierwszych siedmiu epizodach występują ugodowcy różnej maści. Od zdecydowanej kolaboracji, poprzez postawę „niezależności” (arcybiskup Feliński), do niezdecydowanego oporu bez wiary w sensowność walki (Kraszewski). Pierwsza opowieść przedstawia okupanta, siódma – szpicla. Dwie ostatnie – powstańców. Część pierwsza łączy się z następną na zasadzie kontrastu i moralnego komentarza. A zatem Terlecki znowu zestawia dwa punkty widzenia na drogi odzyskania niepodległości. Dalej: prezentowane postacie, dobrze znane każdemu, kto choćby niewiele wie o epoce, muszą ulegać i ulegają schematyzacji wynikającej z przesądzenia ich losów i charakterów przez wiedzę historyczną. Analiza ich mentalności jako jednostek nie interesuje autora, nie dba zupełnie o uniknięcie powyższej prawidłowości. Nie wchodzi także w grę wzbogacanie wiedzy czytelnika o wstydliwych szczegółach historii, bo porównanie przypadków powieściowych z rzeczywistymi wykazuje olbrzymi udział fikcji i niedbałość o rekonstrukcję szczegółu. Na właściwą drogę naprowadzają nas te okoliczności, że bohaterowie pierwszej części myślą w pewnych momentach analogicznymi kategoriami i należą do grupy polityków, ludzi „dobrze poinformowanych”, co nie oznacza bynajmniej, jakoby byli takimi rzeczywiście.
Wniosek: jeżeli grupa postaci myśli o faktach w dużej mierze czytelnikowi znanych a niekiedy bardzo podobnie myśli – to uwaga czytającego winna skupić się na istocie podobieństwa. Przypadek ów możemy uznać za wyraźną wskazówkę autora dla czytelnika i jednocześnie – dla wykrycia autorskiego zamyłu.
Podobieństwo uwydatniono już w streszczeniu: chodzi o rozpatrywanie każdego faktu pod kątem czyjegoś interesu, poszukiwanie ukrytych sił sprawczych, tropienie politycznej prowokacji. Przedstawionych ludzi cechuje światopogląd taktyczny, że posłużymy się słowami Michała Komara (wykorzystamy teraz częściowo jego analizę powieści).
Ten rodzaj myślenia charakteryzuje się brakiem wiary w praktyczną doniosłość pryncypiów, szukaniem przyczyn konkretnych, panicznym strachem przed konfrontacją. Wielopolskiemu nie mieści się w głowie, że powstanie może być skutkiem społecznej potrzeby. Dla niego to rosyjska prowokacja, ocenia historię jako domenę politycznych spisków. Terlecki podobnej wizji nie uznaje za swoją i w drugiej części kompromituje wskazując, że jest ona właściwa nie tylko prominentom polityki, lecz także niesympatycznemu hreczkosiejowi, mężowi równie niesympatycznej Katarzyny.
Kolejnym sposobem kompromitacji jest wskazanie na przyczyny i skutki owego myślenia – poprzez postać generała J. Bohater to ważny. Pojawia się w nieomal każdym epizodzie pierwszej części, jest głównym dostarczycielem politycznych nowin, formułuje się na jego temat kontrowersyjne opinie, a to znakomicie skupia na nim uwagę. Najdziwniejsze jednak, że krąży po sferach politycznych Warszawy, pokazując swój młodzieńczy pamiętnik z czasów, gdy walczył w powstaniu listopadowym. W rozmowie z Ludersem, określającym go jako wiernego służbie Polaka, mówi o swojej młodości: warto było przez tamte płomienie przejść, osmalić się w świętym ogniu, aby później […] w mądry sposób ojczyźnie służyć. Jak wygląda owa mądrość dowiemy się, gdy w „Spotkaniu” okaże się współpracownikiem ochrany. Święty ogień rozetli się znowuż, gdy Kraszewski, wspominając 1830 rok uświadomi sobie, że obecny przy pertraktacjach, poprzedzających kapitulację Warszawy, młody polski oficer to mógł być generał J. Światopogląd taktyczny okazuje się ideologią klęski, a generał J. – mówiąc metaforycznie – Józefem K. ciemnych stron naszej dziewiętnastowiecznej historii. Postać generała zdemaskowano również poprzez ukazanie jego filozofii – charakterystycznej według pisarza – dla kolaborantów, skontrastowanej później z pozytywnymi cechami moralnymi postaci z części drugiej
Z przedstawionych faktów jak na razie wynika, iż Terlecki dołożył małą cegiełkę do prezentowanego już w „Dwóch głowach ptaka” systemu poglądów i zaznaczył analogicznie własne zdanie. Zauważmy jednak, że znane postacie pierwszej części powieści należą do kategorii twórców historii, o której mówi się tu m. in. tak:
Dawno pragnąłem się dowiedzieć, czy naprawdę poznawanie historii […] – może dać człowiekowi spokój sumienia? […]
– Nie wiem ekscelencjo. […] Nigdy takiego poczucia nie doznałem, choć na badaniach strawiłem całe swoje życie. Historia jest dla mnie tak samo ciemna, jak wtedy, gdy zaczynałem ją dopiero poznawać.
– I nic jej nie rozświetla? […]
– Owszem […] Jest to jednak siła, która nie daje spokoju sumienia. […].
– Jaka?
– Strach, ekscelencjo.
Pytającym jest arcybiskup Feliński, odpowiada Kraszewski, który powinien być dla czytelnika wytrawnym ekspertem w tej dziedzinie. To niewątpliwa wskazówka autora. Wizja procesu historycznego obecna w myśleniu postaci z pierwszej części książki jest – określając dosadnie – wizją dziejów, w których rolę Opatrzności przejmuje tajna policja. Z punktu widzenia oddziaływania na czytelnika nie jest istotny fakt ostatecznej kompromitacji podobnego myślenia, lecz samo prezentowanie tej wizji. Może ona wywołać zaniepokojenie, pobudzić odbiorcę do samodzielnego poszukiwania przyczyn każdego, zaistniałego w przeszłości lub współcześnie, historycznego wydarzenia. W „Dwóch głowach ptaka” zasada była następująca: pokazano manipulowanie jednostką, aby czytelnik zastanowił się czy on też nie może ulegać manipulacji. Teraz powiadamia się go na przykład o tym, że powstanie styczniowe zostało sprowokowane przez policję, by wywołać jego refleksję nad tym, czy gdy widzi w historii jakieś niby jednoznaczne wydarzenie – to czy owa jednoznaczność nie jest aby złudzeniem. W sumie wnioski podobne. Różnica tylko ta: o ile poprzednio czytelnik powinien przed ich wysnuciem dokonać wielu intelektualnych operacji, teraz sugerowane są mu bezpośrednio, poprzez umysłowość bohaterów. Podaje się mu je wprost. (Terlecki nie pomijał tego sposobu również w „Dwóch głowach ptaka”, ale miał on tam znaczenie pomocnicze).
Pisarz skompromitował jednak myślenie posługujące się agenturalną wizją biegu dziejów. Czy nie chciał skompromitować jej także w oczach czytelnika? Stwierdzamy tendencję przeciwstawną. Zadbano, by jej dyskredytacja zastała przeprowadzona niezauważalnie, „na własny użytek” autora. Dla potrzeb kompromitacji przedstawia się argumenty z dziedziny moralności, ale jeśli chodzi o fakty i historyczną orientację, prawdziwym ekspertem jest generał J. Innymi słowy: wizje – co wynika z przyjętej perspektywy narracyjnej – nie odznaczają się wiarygodnością. Postać generała J. pozwala na ich pozorne (lecz o tej pozorności można przekonać się dopiero dokładnie zbadawszy powieść) zweryfikowanie.
Jak wiemy, generałowi J. poświęcono ostatni epizod pierwszej części utworu a także zorientowani jesteśmy, że wszyscy uprzednio przedstawieni w powieści polityczni prominenci w gruncie rzeczy bardzo mało wiedzą o warunkach swojego działania. Nie wchodząc w szczegóły, generał J. jest nie tylko tym, który doskonale się w faktach orientuje, potrafi je wytłumaczyć, ale w dodatku „bezinteresownie” ukazuje się czytelnikowi w postaci podmiotu działania i to nie w skali powieści, lecz całego cyklu, opowiadając widzianą „z drugiej strony barykady” i o wiele głębiej – historię Bobrowskiego. Okazuje się, że to właśnie on, współpracownik ochrany, tak pokierował postępowaniem władz w „sprawie Bobrowskiego”, by stała się ona zwycięstwem ważniejszym od sukcesów wojskowych. Wiadomo, że powstanie upadnie. To kwestia czasu. Podziały zaś – jakie ono przyniesie, pozostaną na trwałe.
– Tak uzasadniał generał J. swoim przełożonym konieczność nieingerowania w przebieg wypadków.
*
Praca starała się przybliżyć cykl trzech powieści, naszym zdaniem cennych i znamiennych dla swojego czasu oraz stanowiących novum w rozwoju gatunku. Nie mieliśmy na celu poszerzenia wiedzy o pisarzu (nauka nie zajmowała się nim jeszcze), ani rozwiązania konkretnego problemu rysującego się przed badaczem, natomiast zetknęliśmy się z paroma. Pragmatyczny kąt, pod jakim prowadzono analizę, sprzyjał traktowaniu trylogii jako swego rodzaju „wezwania” skierowanego do czytelnika, to zaś wiązało się z wykryciem programu, zamierzeń pisarskich, z których owo „wezwanie” wynikło.
Władysław Terlecki, pisarz wrażliwy na bieg historii i wpływ owego procesu na ludzką świadomość, w swojej współczesnej twórczości przeszedł drogę od bezpośredniej reakcji na załamania, tragedie i niepokoje, będące udziałem Polaka z jego pokolenia (i nieco starszego) aż do określenia i interpretacji ich przyczyn, związanych z charakterystyczną dla okresu wielkich przemian, dezintegracją więzi społecznej. Objawiło się to zainteresowaniem dla anachronizmu ludzkich postaw, które poszerzyło się na zjawiska mimowolnej zdrady, kolaboracji i „światopoglądu taktycznego”. Bezpośrednią genmezę „Spisku” i pozostałych części trylogii wyznaczają: „powrotna fala „popaździernikowego neopozytywizmu („Spisek” jest wręcz głosem w dyskusji związanej z tą falą) oraz, jak sądzimy, narastanie procesów tworzenia się nowoczesnego państwa (stąd problem manipulacji pojawiający się w „Dwóch głowach ptaka” i „Powrocie z Carskiego Sioła”). Terlecki, historysta o silnym poczuciu społecznej misji postanowił uczyć czytelników takiego krytycyzmu, który zabezpieczałby przed manipulacją i anachronizmem działania. Czynił to najpierw przez zwykłe „odbrązowianie”, sprzeczne z istotą współczesnego, wątpiącego i stale niepewnego swoich racji historycznego myślenia, dopiero później stał się historystą naszych czasów. Stąd i sygnalizowana sprzeczność między współczesną formą a staromodnym meritum „Spisku” i późniejsza ich jedność w „Dwóch głowach ptaka”, najlepszej części trylogii.
Droga przebyta przez pisarza w w trakcie pisania tych dwóch książek jest równocześnie drogą, którą przechodzą współcześni pisarze historyczni. Stało się tak, że rozwój pisarstwa jednego człowieka odbił w sobie problemy rozwoju gatunku. Doświadczenia Terleckiego wykazały, iż bez zmiany poglądu na historyczną prawdę i w związku z tym strukturę faktu historycznego niemożliwe jest nic innego, niż zamaskowana auktorialność „sceny”, a w ślad za tym, rzeczywista odnowa powieści historycznej i pełnoprawność jej bohaterów nie zostaje osiągnięta.
(Źródło: http://wkajt.republika.pl/terlecki.htm)

